Blog lajfstajlowy

środa, 24 września 2014

W tym poście nie piszemy o...

... czyli krótkie, subiektywne przemyślenia z różnych dziedzin. Mam nadzieje, że znajdę w sobie na tyle dużo zapału, żeby wypuszczać je co jakiś czas. Przez chwile tak właśnie planowałam funkcjonowanie bloga, ale sama sobie muszę przypominać, że nie muszę się tu podporządkowywać zasadom, a już zwłaszcza stworzonym przez siebie. Ot, jak to łatwo zapomnieć.

^^^^^^

#1 Na szczęście nie jestem aspirującym opiniotwórczym blogerem, więc chyba nie muszę póki co obawiać się, że ktoś wytknie mi zazdrość i podobne uczucia wobec innych internetowych autorów. Dlatego pozwalam sobie z czystym sumieniem obśmiać wymuszoną filozofię, która z polskich blogów aż kipi ostatnimi (i nie tylko) czasy. Bez konkretnych osób i adresów - to tylko ogólna myśl. Dobra, dobra, każdy może pisać co chce i każdy może czytać co chce. Ale dlaczego mam czasem wrażenie, że na siłę udajemy mądrale i wielkich myślicieli, pisząc posty, które docelowo mają służyć temu żeby połowa nie zrozumiała nic, a druga tylko ćwierć? Nie uważam siebie za wyjątkowo tępy okaz, a jednak nie odczuwam potrzeby szczodrego obdarowywania internetu moją nieskalaną mądrością i/lub moimi dramatycznymi przeżyciami wewnętrznymi. Ale może po prostu nie jestem aż taką romantyczną artystką.


#2 Uwaga, Fox pisze o modzie i urodzie. Ale spokojnie, nie wrzucę zaraz najnowszej stylówki. Sypnę za to pięknym banałem: kobieta nie jest i nie będzie piękna, dopóki sama nie zacznie sie za taką uważać. WOW. Tak, po (niestety) więcej niż nastu latach życia na to wpadłam. Dobrze, kończę ironizację. Nie chcę wplątywać w ten zakątek internetu za dużo mojego prywatnego życia, bo to rzadko jest fajne. Natomiast muszę przyznać, że o tej prawdzie przekonałam sie na własnej skórze, spadając o kilka punktów w skali od masakra do sztunia. I muszę powiedzieć, że działa to jak kula śniegowa. Nagle stwierdzasz, że żaden ciuch w twojej szafie nie pasuje do innego, że nieważne jak narysujesz tą kreskę to i tak będziesz wyglądać jak idiota, że nawet czapka "Bad Hair Day" nie jest w stanie ukryć twoich Bad Hair. I co się rozumie samo przez sie, jest to zamknięte koło z którego trudno się wyrwać, bo skoro uważam, że nie jestem atrakcyjna i co za tym idzie tracę zdolność do uatrakcyjnienia się, to jak sie z tego wyplątać? Bardzo tudno, bo albo sama zagryziesz zęby, postarasz się ogarnąć i osiągniesz stan jakiego chcesz, albo inni ludzie sprawią żebyś uwierzyła w to, że jesteś spoko nie tylko wewnętrznie. Bo gadajmy ile chcemy o pięknie wewnętrznym, ale chyba każdy lubi się czuć dobrze w swojej skórze. Poza tym, skoro idzie jesień, to niech plażowe dupeczki znajdą swoje wewnętrzne piękno, a ty idź i kup sobie nowe buty. Albo chociaż jakiś kwiatek we włosy.


#3 Kup sobie chomika zamiast rodzić dziecko. Nie nie, to nie jest apel o zmniejszenie przyrostu naturalnego (chociaż...) albo kampania przeciwko świętej instytucji rodziny. Ale jeśli potrzebujesz chomika, to kup cholernego chomika. Przerażają mnie nasze cudne światowe gwiazdy, którym przecież z nabożną czcią przygląda się wiele osób, a które chcą urodzić dziecko BO TAK. Żeby był lansik, ale jedno i półosobowy, bo tatuś służy tylko do inseminacji i koniecznie musi być dyskretny. Bo fajne foteczki pójdą na insta. Kurde. Chomiki też są fotogeniczne. Nie jestem zajadłą miłośniczką różowych bobasków, ale uważam, że jak przyjdzie co do czego, to ty służysz dziecku, a nie dziecko twojemu dobremu samopoczuciu, lansowi, zabawie itd. Nie musisz być niewolnicą matką lub niewolnikiem ojcem, ale jednak chodzi przede wszystkim o bezpieczne i owocne przeprowadzenie go przez te pierwsze lata. Ono może służyć tobie, kiedy zgrzybiały nie będziesz mógł trafić do ust łyżką zupy.


#4 Po raz kolejny powraca w nasze youtubowe strony Donatan. I jak zwykle są tacy, którym się podoba, i tacy co krzyczą że seksizm i w ogóle obraza narodu polskiego. Nie znam człowieka osobiście, moze faktycznie jest chamem, a może ma jednak coś w głowie ułożone i to coś czasem wylezie w jakiejś inteligentniejszej wypowiedzi? Nie wiem, nie oceniam. Ale dlaczego burzymy sie na klip i biesiadną piosenkę, gdzie ludzie siedzą za stołem, piją wódkę, ciapią ogórki, próbują się podrywać i tak dalej? No a nie jest tak? Za wielkim oceanem jedna z drugą J.Lo z Nicki potrząsają gołymi tyłkami i jest okej, ale dziewczyny w szortach myją traktor to już NAGOŚĆ I PERWERSJA? Ja bym sie pewnie do traktora tak nie przyodziała i nie dałabym się na pewno tak sfilmować, ale co z tego? Tak, naszym chłopom podobają się biuściaste, wysmukłe blondynki, tak jak i większości świata, więc czy to źle, że ktoś je pokazuje i to ubrane? O tym że drinkin all night jest mnóstwo piosenek, a ile powstało utworów discopolo, przy których niektórzy ruszają bez wstydu w tan dopiero jak już się nieźle zrobią i jakoś nie krzyczymy, że to hańba i dyshonor dla kraju? Ale Donatan pokazał że wódka, że przaśnie, że wąsate polaki cebulaki i dramat się zrobił w pięciu aktach. Można się zawsze iść zdetoksować do programu o prawdziwym życiu gdzie pani luksusowa utrzymanka, pardon, sławna żona, narzeka że 900 zł to mało pieniążków na ubrania. Chociaż ja osobiście wolę sobie potupać do wesołej piosenki.




Tyle na tą chwilę z mojej strony. Pozdrawiam serdecznie jeśli jacyś pierwsi odkrywcy nowych internetowych światów kiedyś tu zawitają. Mam nadzieje, że przybywacie w pokoju :)

wtorek, 23 września 2014

What century is it?

Zawsze, ale to zawsze kiedy przychodzi mi napisać gdzieś parę słów o sobie (na forach, portalach społecznościowych, blogach etc.), w końcu zawsze muszę dojść do punktu: jestem miłośniczką steampunku. Może nie bardzo zakręconą. Mam zegarek na łańcuszku (bardzo pomysłowy prezent urodzinowy, tak cenny i otoczony czcią, że aż nie opuszcza szuflady niestety ;)), ale nie biegam po miejskim parku w sukni z gorsetem. Czytam wszystko co związane jest z tematem i co wpadnie mi pod rękę, ale nie jeżdzę na klimatyczne pikniki. Kupuję spontanicznie gogle spawalnicze, ale gdyby przyszło co do czego, to kompletnego stroju tru steampunkowca nie potrafiłabym chyba stworzyć. Tak steampunk wygląda w moim życiu. Krótka definicja z wikipedii mówi nam:

"Steampunk – nurt stylistyczny w kulturze (literatura, film, komiks, moda), odmiana fantastyki naukowej, boczna gałąź cyberpunku. W przeciwieństwie do cyberpunku, technika otaczająca bohaterów nie jest oparta na elektronice lecz na mechanice. (...) Akcja utworów steampunkowych przeważnie rozgrywa się w epoce wiktoriańskiej – erze rewolucji technicznej, eieku pary."

I tak pewnie należałoby go rozumieć, jako totalny odlot, historię alternatywną itd. Jednak mnie steampunk niejako "zakotwicza" w XIX wieku. Poważnie podejrzewam, że niedługo wyjdę z domu i zaniepokoi mnie brak czekającej dorożki.


Jaka więc mieszanka wybuchowa doprowadziła mnie do stanu, w którym mój mózg zdecydowanie odpływa? 

Primo: książki. Zwłaszcza dwie, które ostatnio pochłonęłam: W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka M. Hoddera oraz (trochę niższych lotów, ale wciąż pasjonująca) Marsz automatonów G. Manna. Tutaj akurat definicja zgadza się zupełnie - świat tylko z pozoru wygląda na taki, jaki znamy z lekcji historii. Jeśli zaś miałabym powiedzieć, od której książki zaczęłam stempunkowe żeglowanie, to była to po prostu antologia Steampunk. Przyznaję jednak, że był to skok na głęboką wodę, a lektura okazała sie być jedną z najbardziej pokręconych w moim życiu. Jednak dla tych, którzy chcieliby się zainteresować tematem wartościowe na pewno są teksty nie literackie, ale popularno naukowe, przybliżające genezę i rzeczywistość steampunku. Ale ale! Polacy nie gęsi, też swoje XIX-wieczne psychodele mają i chociaż autorka pewnie "nie miała tego na myśli" to jednak Godzina pąsowej róży Marii Krüger może znaleźć się w tym szacownym gronie. I możemy się tylko zastanawiać czy na miejsu bohaterki też tak bardzo nie moglibyśmy się odnaleźć, przeniesieni nagle w realia dziewiętnastego stulecia?



     

Secundo: seriale i (rzadziej) filmy. Tutaj akurat miejsca na steampunk jest mniej (HALO SCENARZYŚCI, REŻYSERZY I PROUCENCI!), ale w sam serialowy XIX wiek wsiąkłam zupełnie. Po pierwsze serial mroczny i zahaczający o horror: Penny Dreadful ze świetną Evą Green. To propozycja dla tych, którzy lubią wartką akcję, napięcie i dreszczyk emocji. Po drugie Ripper Street, dla miłośników zagadek kryminalnych, a także... Gry o tron, bowiem przewija się tam sporo znanych z hitowego serialu aktorów (Hodor!). Po trzecie The Knick, którego akcja rozgrywa się co prawda już w ostatnim roku XIX wieku, ale przecież to wciąż ten sam świat. Dla mnie szczególnie interesujący jako dla (soon to be) służby zdrowia - bardzo naturalistycznie pokazane początki współczesnej medycyny. Chylę też czoła przed tym, kto wymyślił Cliffa Martineza jako twórcę ścieżki dźwiękowej. Bardzo odważny zabieg, który mimo kontrowersji dodaje moim zdaniem psychodeliczności całemu dziełu. Nie poleciłabym Knicka jedynie tym, którzy mają uczulenie na powoli zawiązującą się akcję i wątki ciągnące się przez wiele odcinków. Filmy: steampunkowo prezentuje się na pewno Liga Niezwykłych Dżentelmenów, zaś dla miłośników prawdziwej historii: Młoda Wiktoria (no skądś ta "epoka wiktoriańska" się wzięła!), trochę luźniej: Histeria - Romantyczna historia wibratora (tak tak), zupełnie rozrywkowo Sherlock Holmes z Robertem Downeyem Jr., ale także, opuszczając na chwilę Wielką Brytanię nowa Anna Karenina, według mnie nakęcona w bardzo ciekawy sposób.


Penny Dreadful


The Knick


Młoda Wiktoria


Histeria - Romantyczna historia wibratora

Po czwarte: gry. Jestem gejmerem. Tylko że nie robie sobie zdjęć z padem w ustach. Dlatego siłą rzeczy musiałam odnaleźć chociażby jakieś steampunkowe smaczki w tej dziedzinie. Znana miłośnikom klasycznych przygodówek Syberia nie ma co prawda za wiele wspólnego ze wspomnianym przedziałem czasowym, jednak nie można jej odmówić właśnie tego klimatu - nakręcanych zabawek czy też całych wielkich maszyn czy iście wiktoriańkich lokacji (uniwersytet, posiadłości, sanatorium). Z zakresu strategii: Rise of Nations: Rise of Legends, które nawet nie ma wiele wspólnego z naszym światem, a co dopiero z konkretną epoką, jednak budowa własnego steampunkowego imperium w akcie pierwszym, z handlowymi sterowcami i mechanicznymi pająkami jest kusząca. Próbowałam też skubnąć Arcanum: Of Steamworks and Magick Obscura jednak dzięki bugowi lub własnej nieroztropności szybko utknęłam. Dlatego powstrzymam się od opinii i opisów, chociaż zapowiadało się obiecująco

Syberia


Rise of Legends

And last but not least: wciąż jeszcze jestem pod wpływem Lost Days, czyli dorocznego steampunkowego pleneru fotograficznego. Nie będę się może rozpisywać w tym temacie i niech zdjęcia przemówią za siebie. Kto nie cofnąłby się w czasie widząc coś takiego :)?



    


I tak właśnie, sprawnie mieszając psychodeliczny steampunk z klasycznym wiekiem XIX utknęłam umysłem w jakiejś dziwnej czasoprzestrzeni, ale zapraszam do niej wszystkich chętnych bo naprawdę jest tutaj dużo do roboty!